Jestem bardzo szczęśliwa, że mogę pokazać Wam krótką
fotorelację z powstawania największego wisiora, jak do tej pory
wykonałam. Często obiecuję sobie że będę robić zdjęcie poszczególnych
etapów pracy, ale zazwyczaj w padam w taki wir, że telefon leży
zapomniany gdzieś w kącie.
Tym razem jednak się udało. Zdjęcie zostały zrobione. Może nie tyle ile bym chciała, ale to i tak mały sukces...
Wisior jest naprawdę wyjątkowo okazały - praca nad nim była długa, ale jestem zadowolona z efektu końcowego.
Pracę rozpoczęłam od stworzenia oprawy dla kamienia. Przyznam się Wam, że w takiej formie robiłam oprawę pierwszy raz - ale jestem bardzo zadowolona z efektu - wyszło dokładnie tak, jak chciałam i to za pierwszym razem!
Kolejnym etapem, było tworzenie i dopasowywanie kolejnych elementów, łączenie ich ze sobą, każdorazowe czyszczenie ich z
tlenków - powstających pod wpływem palnika - wszystko to było dość
pracochłonne, ale najdłuższa praca i tak była jeszcze przede mną.
Na tym etapie nastąpił mały dramat - podczas przymiarki kamienia doszło do wypadku - kamień wyślizgnął się z oprawy i poszybował (jak to kamień) tu ziemi, popychany nieubłaganą grawitacją. Niestety - lądowanie na kamiennej podłodze zakończyło się identycznie jak w przypadku postaci z wierszyka: "humpty dumpty na murku siadł..."
Cóż było robić - wyjście było jedno - dopasować drugi kamień - Całe szczęście, że drugi pasował do oprawy równie idealnie jak pierwszy.
I myślę, że nie ma tego złego - efekt końcowy jest dzięki temu bardziej stonowany i elegancki.
Po dopasowaniu ostatniego elementu, rozpoczął się etap pt. "Wyginaj śmiało... druty" 
Na koniec czyszczenie, patynowanie, polerowanie i koniec.

Na koniec czyszczenie, patynowanie, polerowanie i koniec.
Na modelce wisior prezentuje się tak:
Wisior ma 17,5 cm długości, a mimo to jest bardzo lekki.
Sercem jest przepiękny czarny agat, z delikatnym rysunkiem. U dołu zawisła lśniąca kropla onyksu.
Sercem jest przepiękny czarny agat, z delikatnym rysunkiem. U dołu zawisła lśniąca kropla onyksu.