Pokazywanie postów oznaczonych etykietą copper pendant. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą copper pendant. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 czerwca 2020

Wisior Bardzo Szczególny

Jestem bardzo szczęśliwa, że mogę pokazać Wam krótką fotorelację z powstawania największego wisiora, jak do tej pory wykonałam. Często obiecuję sobie że będę robić zdjęcie poszczególnych etapów pracy, ale zazwyczaj w padam w taki wir, że telefon leży zapomniany gdzieś w kącie.
Tym razem jednak się udało. Zdjęcie zostały zrobione. Może nie tyle ile bym chciała, ale to i tak mały sukces...
Wisior jest naprawdę wyjątkowo okazały - praca nad nim była długa, ale jestem zadowolona z efektu końcowego.

Pracę rozpoczęłam od stworzenia oprawy dla kamienia. Przyznam się Wam, że w takiej formie robiłam oprawę pierwszy raz - ale jestem bardzo zadowolona z efektu - wyszło dokładnie tak, jak chciałam i to za pierwszym razem!


Kolejnym etapem, było tworzenie i dopasowywanie kolejnych elementów, łączenie ich ze sobą, każdorazowe czyszczenie ich z tlenków - powstających pod wpływem palnika - wszystko to było dość pracochłonne, ale najdłuższa praca i tak była jeszcze przede mną.



Na tym etapie nastąpił mały dramat - podczas przymiarki kamienia doszło do wypadku - kamień wyślizgnął się z oprawy i poszybował (jak to kamień) tu ziemi, popychany nieubłaganą grawitacją. Niestety - lądowanie na kamiennej podłodze zakończyło się identycznie jak w przypadku postaci z wierszyka: "humpty dumpty na murku siadł..."
Cóż było robić - wyjście było jedno - dopasować drugi kamień - Całe szczęście, że drugi pasował do oprawy równie idealnie jak pierwszy.
I myślę, że nie ma tego złego - efekt końcowy jest dzięki temu bardziej stonowany i elegancki.


Po dopasowaniu ostatniego elementu, rozpoczął się etap pt. "Wyginaj śmiało... druty"
Na koniec czyszczenie, patynowanie, polerowanie i koniec.




Na modelce wisior prezentuje się tak:


Wisior ma 17,5 cm długości, a mimo to jest bardzo lekki.
Sercem jest przepiękny czarny agat, z delikatnym rysunkiem. U dołu zawisła lśniąca kropla onyksu.


poniedziałek, 4 listopada 2019

Alchemii ciąg dalszy...

Alchemii ciąg dalszy... Jestem zafascynowana możliwościami jakie daje mi nowa technika... Nie jest łatwa, dużo w niej zmiennych, które nie zawsze zależą ode mnie, ale jest tym bardziej fascynująca...
Dziś pokażę Wam dwa wisiory: Jeden zrobiony z liścia jeżyny - tak! z prawdziwego liścia, a właściwie z trzech.
Pokryty został miedzią, spatynowany i wypolerowany dla podkreślenia formy.
Dostępny w moim sklepie  




"Trojaczki"

Przedstawiam trojaczki.
Trzy misterne wisiory z przepięknymi jaspisami oceanicznymi.
Wisiory zrobione zostały na wzór pewnego, bardzo wyjątkowego wisiora, którego powstanie obarczone było bolesną nauką (Zajrzyjcie pod podany link, jeśli chcecie o tym poczytać: https://sutache-alexandry.blogspot.com/…/kuszenie-raz-jeszc…).
Ich sercem jest jaspis oceaniczny - przepiękny kamień ozdobny, zwany czasem Matką Wszystkich Kamieni...
Wykonane techniką wire wrapping i młotkowania, patynowane i polerowane ręcznie dla podkreślenia głębi wzoru.
Dostępne w moim sklepie









wtorek, 19 lutego 2019

Smoki... Fascynowały ludzi od stuleci... Ale...
Czy wiecie, że smoki są ognioodporne? I bardzo uparte?
Od kilku dni pracuję nad projektem wisiora w kształcie smoka.
Choć słowo "walczę" byłoby lepszym określeniem. Przecież ze smokami walczymy od stuleci... Ponoć.
Zamówienie zakładało wisior - smoka. Wykonany miał być z miedzi, technika dowolna. Wire wrapping jakoś mi tu nie pasował więc postawiłam na metaloplastykę. I tu zaczęły się problemy, a właściwie zaczęły się już w fazie planowania. Rysunek, który miał być dla mnie inspiracją, okazał się nieodpowiedni. Zaczęłam więc rysować. Bladym świtem, gdy moje chore dziecię jeszcze spało, usiadłam w gabinecie i rysowałam, gumkowałam i rysowałam ponownie... Szukałam inspiracji i przerabiałam wzory wyszukane w internecie. W końcu zdecydowałam się na rysunek zbliżony do pierwotnego choć bardziej odpowiedni...
Plan był, wykonawca był... Cóż się mogło nie udać?
Godziny płynęły, a efekty były marne...
Żałuję, że nie robiłam zdjęć w pierwszej fazie pracy... Kawałek blachy początkowo nie przypominał niczego, a w szczególności nie przypominał pełnego mocy i drapieżności smoka... Byłam załamana... Praca szła powoli... Była co chwilę przerywana... Problemy piętrzyły się szybciej niż pomysły na ich rozwiązanie... Spawanie nie szło tak, jak sobie zaplanowałam...
Smok walczył, jak to smok... A ze mnie żaden rycerz...
Okazało się że subtelności nie sprawdzają się wobec smoków...
W walce z nimi potrzebna jest silna ręką, ostre narzędzia i potęga ognia...
Na szczęście miałam pomocnika.
Smok nie miał szans wobec zmasowanego ataku...choć walczył zawzięcie...

Po długich bojach mogę powiedzieć, że czuję się jak rycerz, co zwyciężył smoka! (BTW dlaczego nie ma damskiego odpowiednika słowa RYCERZ?)
Smok rodził się w ogniu, kąpał w kwasie i znów wskakiwał do ognia...
Walka trwała długo, jak długo? - niech wystarczy Wam informacja że liczba jest mocno dwucyfrowa...
Każdy szczegół był wycinany, formowany i szlifowany ręcznie. Patynowany i polerowany.
Długość to blisko 7 cm, szerokość 5 cm.
Ostatecznie smok prezentuje się tak:




sobota, 3 listopada 2018

Nowe doświadczenia w technice wire wrapping

Mimo, iż czasu na tworzenie wiecznie mi brakuje, staram się rozwijać umiejętności z każdym robionym wisiorem.
Szukam pomysłów, dobieram kamienie, spawam, zaplatam... i bardzo często wszystko zaczynam od początku... Niektóre wisiory dostają piąte lub szóste "wcielenie" zanim byłam z nich zadowolona. Ciekawa jestem co Wy o nich myślicie...?




wtorek, 19 grudnia 2017

Folk - wyzwań ciąg dalszy

Lubię wyzwania, nawet gdy to ja je sobie rzucam... Ale od początku... Zostałam "poproszona" przez Kudłatą o pomoc w spawaniu małego elementu wisiora, który Kudłata właśnie projektowała. Prośba jest prosta, mówiła "Weźmiesz rurkę ze srebra i dospawasz do niej dwa sztyfty", obiad może poczekać... to przecież zajmie Ci chwilę, mówiła...  I okazało się, że nie wiedziała co mówi... obiad stygł, a atmosfera w pracowni gęstniała z każdą minutą. Poziom mojej złości na niemoc rosła również... To już nie było zabawne... jak spawałam jeden sztyft to drugi się postanawiał ewakuować ze swojego miejsca. Jak mocowałam drugi to pierwszy udawał Olafa przy kominku... Oj słownictwo moje szybko się wzbogacało o nowe epitety... Ale koniec końców odniosłyśmy sukces! Pracując na cztery ręce... z myślą tłukącą się z tyłu głowy "czy jak przypalę ręce własnej Sis to dalej mnie będzie kochać?"... osiągnęłam efekt zamierzony... I co usłyszałam w nagrodę, zapytacie? "No, jeden jest! To trzy następne już Ci pójdą piorunem"... Eh...
Następnego dnia postanowiłam wzbogacić się o nowe doświadczenie: Stworzyć wisior z wielu elementów, spawanych pojedynczo. Wzór przyszedł jakoś sam - inspirowany ozdobnymi wisiorami w kształcie haczyków, jakie noszą Maorysi.
Patrząc na końcowy efekt chyba nikt nie zgadnie że sparowanie wszystkich elementów, zespawanie, wyszlifowanie i wypolerowanie zajęło mi ponad 6 godzin...
Jestem z niego (zupełnie nieskromnie) bardzo zadowolona...



Simplicity - nowa linia w biżuterii

"Simplicity" - to określenie przyszło mi do głowy, gdy myślałam w co "ubrać" kilka wyjątkowych kamieni, upolowanych na targach.
Inspiracją był wyszukany przeze mnie larimar, niezwykły kamień szlachetny, bardzo rzadki - występuje jedynie na Dominikanie. Ma niesamowitą błękitną barwę, kojarzącą się z błyskami światła jakie można podziwiać na piaszczystym dnie krystalicznego morza... mi jednak zależało na czymś surowym, kamieniu o którego wewnętrznym pięknie będę wiedziała tylko ja... Wybrałam kamień i uznałam iż najlepszą oprawą będzie miedź wyglądająca na niedopracowaną, niesymetryczną - rzekłabym nawet - krzywą.
I tak powstał wisiorek, z którym praktycznie się nie rozstaje. Pasuje do mnie bardziej niż wypracowane błyskotki z drogich butików...







Kolejnym krokiem było stworzenie kolejnych wisiorów, w podobnej formie. Miałam nadzieję, iż nie tylko ja lubię nietypową biżuterię... i miałam rację... Jeden został przygarnięty jeszcze zanim skończyłam go wykańczać. Jakież było bowiem moje zdziwienie gdy okazało się, że zrobienie "krzywego" i "prostego" wisiora wcale nie jest takie proste...

Póki co dwa są gotowe, a kolejne czekają cierpliwie na swoją kolej na stole w pracowni...


tym razem nie kamień a muszla paua abalone w roli głównej...






piątek, 31 marca 2017

"Grot"

„Grot” to pierwszy wisior z tak dużym kamieniem – niezwykłej urody krzemieniem pasiastym, występującym tylko w jednym miejscu w Polsce. Pracowałam nad nim najdłużej, ale nie tylko dlatego że oplot zajął tyle czasu. Chodziło raczej o walkę z samo połączenie krzemienia i miedzi. Początkowo nie bardzo chciały się porozumieć między sobą, ale długie negocjacje poprowadziły do ciekawego efektu końcowego. Choć wisior jest dość duży, będzie piękną ozdobą zarówno do wiosennego swetra, jak i do letniej sukienki.

 


"Kremówka"

Ten wisior został nazwany „Kremówka”. 
Mój mąż poproszony o pomoc w nadaniu imienia uznał, że wisior ma warstwy – jak Szrek i jak kremówka. I tak już zostało - „Kremówka”
Wiele godzin nauki spawania dały efekty, jeszcze nie idealne, ale całkiem dobre. 




„Yin - Yang”

Znaczenia symbolu „Yin - Yang” chyba nikomu nie trzeba opisywać. Wykonanie go zajęło mi masę czasu. Dopasowanie elementów, spawanie srebrnym lutem, szlifowanie, oplatanie cieńszym drutem – to długie godziny pracy, ale efekt mi się podoba.



„Harmonia Życia”

„Harmonia Życia” to wisior z prastarym motywem potrójnej spirali. Symbol ten znany jest w wielu kulturach, ale wszędzie ma podobne znaczenie – przenikającej się trójcy, równowagi życia. Wykonany z młotkowanej miedzi, z elementami wire wrappingu, patynowany dla uzyskania większej głębi koloru.